piątek, 13 września 2013

26. Complications.

Pozostałe czynności na lotnisku przebiegły pomyślnie i szybko. Przyjechała po mnie Eleanor, za co byłam jej bardzo wdzięczna, bo nawet o to nie prosiłam.
Byłyśmy pod moim domem około 9 wieczorem. Zaprosiłam ją na kawę, na co się zgodziła. Przywitałam się z tatą, za którym bardzo tęskniłam i poszłyśmy z El do kuchni.
- El, co jest ostatnio z tobą i Lou? – Zapytałam od tak.
- A co ma być? – Zapytała zaskoczona.
- No żalił mi się ostatnio, że się na niego obraziłaś bez powodu, więc chyba musiało się coś stać.
Głośno westchnęła. Po jej minie wywnioskowałam, że się nad czymś zastanawia.
- Julia, ja już tak nie mogę… Te wszystkie durne komentarze na mój temat, te photoshopy z Louis’em i jakimiś dziewczynami. Właśnie ostatni, który powstał po imprezie, to wszystko przez to.
Mówiła wszystko powoli, analizując każde słowo. Z jej oczu poleciało kilka łez. Wstałam i bardzo mocno ją przytuliłam.
- Nie przejmuj się tym. Loius przecież nigdy by Cię nie zdradził. On za bardzo Cię kocha. Komentarze to nic. One po prostu nam zazdroszczą, że jesteśmy takimi szczęściarami, że chodzimy z chłopakami z 1D. A my po prostu chodzimy z chłopakami, którym w życiu się coś udało, ale pomimo sławy nadal są tacy sami, tak?
- Tak… Dziękuję Ci. Dziękuję, że jesteś.
- Musimy się przecież wspierać. Jakoś to zniesiemy!
Nic już nie mówiłyśmy tylko byłyśmy do siebie przytulone. El w takich sytuacjach stawała się taka drobniutka i bezbronna jak mała dziewczynka.
- Już dobrze? – Zapytałam po jakichś 5 minutach.
- Tak, już tak – delikatnie się uśmiechnęła.
- To dobrze – pogładziłam ją po plecach.
- Jak dobrze, że Cię mam Juli – cmoknęła mnie w policzek.
- Dobrze, że siebie mamy jak nie ma chłopców. Pomagamy sobie w trudnych sytuacjach. Wspieramy się we trzy, bo Dani też jest w tej samej sytuacji, co i my. Musimy być silne. „STAY STRONG!”, Co nie?
- O właśnie!
Siedziałyśmy tak gdzieś do 11 i gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Mary powiadomiła mnie, że jutro mamy jakąś wycieczkę do muzeum, na którą nie ma zamiaru iść. Pomyślałam podobnie, więc wyśpię się po podróży.
Pożegnałam się z Eleanor i ruszyłam do pokoju. Dobrze, że tata zaniósł moje walizki do mojego osobistego azylu. Wzięłam coś czystego z szafki i udałam się do łazienki, aby zażyć długi prysznic. Tego mi było trzeba. Czegoś, aby się odprężyć. Nie wiem, ile dokładnie mi to zajęło, ale do pokoju wróciłam po północy. Zmęczona położyłam się na łóżko i w przeciągu 5 minut zasnęłam.

*
Obudziłam się grubo po 10. Zeszłam na dół napić się i coś przekąsić, a następnie wróciłam do pokoju rozpakować walizki i poprzebierać ciuchy. Większość była brudna, więc od razu zabrałam je do łazienki, aby uprać. Posprawdzałam każdą kieszeń; w jednej znalazłam jakiś numer – do Justin’a. Wstawiłam pranie i wróciłam do pokoju po telefon. Wystukałam numer Bieber’a na dotykowym wyświetlaczu i zadzwoniłam do niego.
- Halo? – Odezwał się po kilku sygnałach.
- Cześć, ty Julia. Pamiętasz mnie jeszcze?
- Hej! No jakże mógłbym Cię zapomnieć? Co tam słychać?
- Właśnie odpoczywam po podróży i znalazłam twój numer, więc zadzwoniłam.
- Co powiesz na kawę i ciastko?
- Z przyjemnością.
- Okej, to podjadę po Ciebie gdzieś koło 2, tylko wyślij mi adres sms’em. Do zobaczenia.
- Dobrze, to pa.
Wysłałam adres, po czym wybrałam coś do ubrania się. Z zestawem, który składał się z ciemnoszarej bluzy z ćwiekami na rękawach, jasnych jeansów, botków w kolorze czarnym, także z ćwiekami, szarego fullcap’a z OBEY oraz dodatków ruszyłam do łazienki. Zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do pokoju.
Włączyłam laptopa. Poprzerzucałam zdjęcia z aparatu na komputer i zrobiłam z nich folder na facebooku. Poprzeglądałam parę profili i wyłączyłam komputer. Zayn do mnie zadzwonił, pomimo wczesnej godziny. Gadaliśmy około 20 minut o locie, co robią dzisiaj, co ja robię i takie tam drobnostki.
Tak jak zapowiedział Justin – przyjechał o 2. Przytuliliśmy się i pojechaliśmy do restauracji, w której było mało osób, co było dla nas bardzo dobre. Rozmawialiśmy na wiele tematów. To dobry chłopak. Sądzę, że zostanie moim bardzo dobrym przyjacielem. Gadaliśmy przez długi czas poznając siebie nawzajem. Bardzo brakuje mu tej normalności, którą miał zanim został wielką gwiazdą. To takie smutne, że prawie w ogóle nie ma prywatnego życia. Opowiadał mi także o swoim związku z Seleną i o swoich fanach. W zamian opowiedziałam mu trochę historii z mojego życia. Koło 7 odstawił mnie do domu, dziękując za mile spędzony dzień.
- Mam nadzieję, że jeszcze to kiedyś powtórzymy, przyjaciółko? – Powiedział, uśmiechając się.
- Oczywiście, przyjacielu – zaśmiałam się.
- To będziemy w kontakcie, tak?
- Pewnie. Pa! – Przytuliłam go i wysiadłam z auta.
- Cześć! – Krzyknął za mną.
Poszłam do domu, uprzednio go otwierając. Taty jeszcze nie było. Dziwne. No nic. Rzuciłam czarną torebkę na szafkę koło drzwi i zamknęłam dom. Podreptałam do kuchni i przelałam mleko z kartonu do niedużego garnuszka, stawiając na kuchence, aby się zagotowało. Postanowiłam zrobić kakao. Wcześniej napisałam do Mary i ma przyjść z lekcjami, za co jestem jej wdzięczna. Po paru minutach zadzwonił dzwonek i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam uśmiechniętą Mary.
- Hej kochana – powiedziałam szczęśliwa.
- Cześć Julia – odpowiedziała wtulając się we mnie.
- Tęskniłam za tobą – wypowiedziałam w jej włosy.
- Też.
- To chodź do kuchni, bo robię kakao. Chcesz?
- Pff… Jeszcze pytasz? No pewnie!
Usiadłyśmy w kuchni rozmawiając, co się ostatnio działo u nas i naszych znajomych. Matt i Lucie się posprzeczali, a Mary zaczął zaczepiać Olly, chłopak z przeciwnej klasy, co mnie cieszyło, bo to taka samotna dziewczyna. Matt i Luc się kłócą, Lou i El też, Dan i Li nie mogą się zrozumieć, a Bieber i Gomez oddalają się od siebie; każdemu coś się sypie, a mi układa, to niesprawiedliwe. Ale przecież Marcin jak mnie zdradził to ta reszta była szczęśliwa, co dąży do tego, że oni będą mieć szczęście, gdy ja pecha. Dziwne, ale chyba prawdziwe.
Później z Mary poszłyśmy do mojego pokoju; ja wymyślałam prace domowe, a przyjaciółka nawijała o Ollym. Czyżby się w nim zakochała? Kto wie… Z tego co mi mówiła to jest wysoki, dobrze zbudowany, ma szare oczy i brązowe włosy. Możliwe, że już go gdzieś widziałam, ale nie jestem pewna. Nie dziwię się, że Mary mu się spodobała, bo to naprawdę fajna i ładna dziewczyna.
- Mary?
- Hm?
- Skończ.
- Ale co? Jak? Gdzie? Nie rozumiem!
- Hahaha… Gadać o Ollym! I do niego napisz!
- Sama nie wiem…
- Bo zrobię to za Ciebie.
Trzymała telefon w rękach nerwowo go obracając. Zanim zdążyła odpowiedzieć, rzuciłam się na nią, wyrywając komórkę. Zaczęłam się śmiać i uciekać z telefonem po całym pokoju, a dziewczyna goniła mnie bardzo wkurzona, na co śmiałam się jak głupia, drąc się i naśladując jej głos: „Olly jest taki piękny. Olly jest opiekuńczy. Olly to, Olly tamno, bla, bla, bla!”
- Julio Ranczek! Oddaj mi ten telefon!
- Pff… Mary Parker, oddam, gdy napiszesz, zamiast wzdychać, żeby napisał, bo on może coś takiego samego odstawiać u siebie w domu! Pisz głupku!
- No dobra. Oddaj!
Podałam koleżance telefon i wróciłam do przepisywania, a Parker zawzięcie sms-owała z Ollym. Zakochani są tacy uroczy, ale i tak ich lubię. Przecież wiem jak to jest. Marcin był moją pierwszą „miłością”, co się okazało być pomyłką. Nigdy więcej mu nie zaufam, bo zawsze będę pamiętać jak bardzo mnie zranił. Gdyby nie Zayn to nie wiem, co by się ze mną stało. Zawsze będę mu za to dziękować. To taki dobry chłopak.
Gdy skończyłam wszystko pisać i przepisywać popatrzyłam na Mary, która leżała na moim łóżku z głową w dół, uśmiechem na twarzy i telefonem przed oczami. Uśmiechnęłam się na ten widok. Szkoda by było, gdyby dostała poduszką w głowę… Chwyciłam niedużą poduszkę, która leżała na fotelu i wcelowałam nią z Mar. Popatrzyła na mnie zdezorientowana i posłała groźne spojrzenie.
- Skończyłam! – Wydarłam się, ciepło uśmiechając.
- Głośniej się nie da? – Powiedziała sarkastycznie.
- Dobra… Skoo…
- Zamknij się! – Zaczęła się śmiać.
- Okej, okej. Co tam u Olly’ego? – Zapytałam ciekawa.
- Nie twój interes! – Rzuciła mnie poduszką.
- Haha… Bardzo śmieszne.
- No dobra. Pisze, że jestem słodka jak się rumienię, i że mam śliczny uśmiech! Rozumiesz?! Napisał mi, że mam ładny uśmiech! Aw… - Rozmarzyła się dziewczyna.
- Uuu… Ktoś się zakochał!
- Nie, wcale. A może troszkę? Tak!
- A nie mówiłam Mary?! To wspaniale! W końcu kogoś znalazłaś, żeby mógł się tobą zaopiekować i w ogóle!
- Wiem, wiem, Juli. Dziękuję Ci za wszystko – wstała i podeszła, aby mnie przytulić. To miłe.
- Ale za co? Przecież jesteśmy przyjaciółkami, wiec sobie pomagamy, no nie? – Dodałam po chwili.
- No tak. Jesteś kochana! – Cmoknęła mnie w polik. – Wiesz, chyba będę się już zbierać, bo robi się późno, a Olly ma po mnie przyjść i idziemy jeszcze na kakao do kawiarni niedaleko, więc wiesz – odparła, delikatnie się rumieniąc.
- Rozumiem Cię jak najbardziej, słoneczko. Wiem jak to jest. Poczekaj, aż Zayn przyjedzie to będzie podobnie – zaśmiałyśmy się obie. – No to zbieraj się, bo nie chcesz, żeby czekał, prawda? – Kiwnęła głową na „tak”.
Zeszłyśmy powoli na dół, śmiejąc się, że aż tak można być zakochanym. Pożegnałyśmy się i jeszcze raz podziękowałam Mary za lekcje i w ogóle. Ktoś zapukał do drzwi.
- To pewnie Olly – wyszeptała.
- Bardzo możliwe – uśmiechnęłam się. – To leć już, pa!
Otworzyłam drzwi i ukazał się nam wysoki chłopak, był bardzo przystojny, ale widać, że nie chciał bawić się uczuciami dziewczyny, co mnie cieszyło.
- Cześć, jestem Olly Bennet i jestem przyjacielem Mary – mrugnął do niej. – Pozwolisz, ze już Cię porwę?
- No pewnie, zakochańce – zaśmiałam się.
- Gdzie? Co? Żartujesz? Hahaha… - zawstydził się chłopak.
- Dobra, dobra Olly, nie udawaj. Porywaj ją i ostrożnie tam!
- Dobrze – powiedzieli równo.
- Idźcie już, bo jak tak na was patrzę to aż niedobrze mi się robi od tej całej słodyczy. Za dużo miłości, gdy nie ma Zayn’a. Pa, zakochana paro! – Powiedziałam i pożegnałam się z parą przyjaciół, która ma się ku sobie.
Gdy mówiłam, że Mary podoba się Olly’emu, chłopak tak się zawstydził, aż mi się chciało śmiać, ale się opanowałam i dążyłam dalej w tą rozmowę. Ten chłopak robi się bardzo nieśmiały przy mojej Mary. To takie słodkie. Będą tworzyć udaną parę. Jeju… Jak się cieszę, że w końcu znalazła szczęście! To niedopisania! Najpierw cały świat jest przeciwko niej, a teraz? Wszystko idzie w dobra stronę. Jej ojciec jest za kratkami, nie musi się o nic bać i jeszcze Olly spadł jej z nieba. Podziwiam takich ludzi i dziękuje im skrycie, za to, że po prostu są.
Poszłam na górę i zadzwoniłam do taty, którego o dziwo jeszcze nie było.
- Słucham? – Usłyszałam głos ojca.
- Tato? Gdzie ty jesteś?! – Zapytałam zdenerwowana.
- Córciu, co jest?! – Wybełkotał.
- Jesteś pijany?! – Bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Nie, wcale! Skąd Ci to przyszło do głowy? – Zaczął się histerycznie śmiać.
- Tato… Powiedz, gdzie jesteś to przyjadę po Ciebie.
- Jestem… Gdzie ja do cholery jestem?! Przyjedź pod ten klub… E… Club Madox, tak mi się wydaję.
- Okej tato, niedługo będę. Czekaj tam na mnie!
- Dobra, na razie.
Nie wiedziałam, co mam robić. Postanowiłam zadzwonić do Justina, bo on jedyny mógł mi teraz pomóc. Wykręciłam jego numer i czekałam na jego głos.
- Halo? – Usłyszałam po chwili.
- Justin? Masz teraz czas?
- No tak, a co się stało?
- Długa historia. Przyjedź po mnie, dobrze?
- Okej, ale co się stało?
- Powiem Ci w drodzę. Bądź szybko, proszę.
- Dobrze Julka, nie denerwuj się. Zaraz będę.
- Dziękuję, pa.
- Do zobaczenia!
Szybko zebrałam potrzebne rzeczy i wrzuciłam wszystko do torebki. Byłam roztrzęsiona, bo nie wiem, co ojcu może jeszcze do głowy strzelić, jak się upije. Martwiłam się o niego, a on tu szlaja się po klubach, zabawiając się z najlepsze z alkoholem. Co w niego wstąpiło? Przecież on nigdy nie pił, przynajmniej nie w takich ilościach. Kocham go, ale co to ma znaczyć? Nic już z tego nie rozumiem. Siedziałam na schodach nerwowo stukając nogami w drewnianą konstrukcję. Po paru minutach usłyszałam silnik samochodu Jus’a i szybko wyszłam z domu, zamykając go. Wparowałam do jego samochodu, witając się z nim.
- Gdzie jedziemy? – Zapytał zaciekawiony.
- Madox Club na 3-5 Mill Street Mayfair! Szybko!
- Ale dlaczego? – Zaczął ruszać.
- Mój tata tam jest i „troszeczkę” wypił – powiedziałam, robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Współczuję. To jedziemy szybciutko! – Uśmiechnął się w moją stronę przyjaźnie, aby choć trochę mnie pocieszyć w tej sytuacji.
- Justin?
- Hm?
- Jesteś świetnym przyjacielem, choć znamy się kilka dni. Dziękuję, że jesteś.

~
Nie sprawdzane. Szału nie ma. Możecie zadawać bohaterom pytania w zakładce u góry. NIE PODOBA MI SIĘ TEN ROZDZIAŁ. 




czwartek, 23 maja 2013

25. It's hard to say Goodbye..

- To co robimy? – Zapytałam podnosząc się na łokciach.
- Hm… Nie wiem, a co chcesz robić? Bo nie mam żadnego sensownego pomysłu – odpowiedział zamyślony, słodko przy tym wyglądając.
- Może posiedzimy z chłopakami i pooglądamy filmy? Tak czy tak, to moi przyjaciele i za nimi tez będę tęsknić, więc wiesz. Chyba, że nie chcesz.
- Nie no, spoko. To jak? Do kogo idziemy?
- Harry czy Niall?
- Jestem głodny.
- Czyli kierunek Niall! – zaczęłam się śmiać.
Oboje powoli wstaliśmy i udaliśmy się do wyjścia z mojego pokoju. Powolnym krokiem poszliśmy do pokoju Irlandczyka. Zapukaliśmy, a już po chwili w drzwiach pojawił się Niall z mokrymi włosami, w dresach oraz bez koszulki i z ręcznikiem na szyi.
- Cześć! – uśmiechnęłam się.
- Hej, hej! Właśnie brałem prysznic.
- To wszystko wyjaśnia – powiedział Zayn.
- No, bo Harry’m nie jestem, żeby nago dla przyjemności chodzić – zaśmiał się; zawtórowaliśmy mu.
- Wejdźcie – uśmiechnął się Horan.
Powoli weszliśmy do pokoju, idąc za Blondynem, wcześniej zamykając drzwi. Doszliśmy do jego sypialni? Chyba tak, bo stało tam łóżko i telewizor.
- Rozgośćcie się, a ja skoczę do łazienki – powiedział i poszedł powoli do łazienki; było słychać dźwięk suszarki.
Ja i Zayn siedzieliśmy wygodnie na łóżku i się łaskotaliśmy. Malik tak się śmiał, że aż na podłodze wylądował.
- Hahahahahaha! Jakie biedactwo! – Śmiałam się.
- Bardzo śmieszne – odparł sarkastycznie – aż za śmieszne.
Nie mogłam nic powiedzieć, bo śmiałam się jak głupia. Zayn powoli podnosił się z podłogi. Stanął przede mną z groźną miną, ale nic sobie z tego nie robiłam. Nachylił się nade mną, podnosząc do pozycji stojącej.
- I co teraz? – zapytał.
- Ym… Nic? Dasz mi spokój?
- O nie, nie, nie…
Chwycił mnie w pasie jedną ręką, a druga moje nogi i uniósł mnie do góry, odruchowo złapałam się jego szyi, bo bałam się, że upadnę.
- To co mi zrobisz? – zapytałam przerażona.
- Hm… Żądam przeprosin!
- Zaynusiu kochany! Bardzo, ale to bardzo Cię przepraszam. Starczy?
- Ależ oryginalne – westchnął.
- No dobra…
Moja twarz zbliżyła się do jego, patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Chłopak pocałował mnie w nos, na co się zaśmiałam. W odpowiedzi delikatnie musnęłam jego usta swoimi, tak jakby za chwilę miał by się rozpaść, ale oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Zayn delikatnie położył mnie na łóżku, nie przerywając pocałunku. Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie. Niall.
- Nie żeby coś, ale wolę, żebyście nie uprawiali seksu w moim pokoju i na łóżku, w którym śpię, dobrze? – zauważyliśmy Niall’a w zielonej koszulce „BITCH PLEASE! I’M IRISH!”, co wywołało śmiech z mojej strony.
- Nawet nie mieliśmy takiego zamiaru – powiedział Zayn.
- Właśnie. Irishu… I ten tego… Zacna koszulka – dodałam, wskazując na jego T-shirt.
- Ach… Dziękuję! – udał, że zarzuca włosy do tyłu.
Zaśmialiśmy się we trójkę, z kochanego Irlandczyka. Później siedzieliśmy już całą szóstką, bo szukali nas i przyszli do Niall’a. Rozłożyliśmy się na kanapie, ale później graliśmy w butelkę i Monopoly, więc siedzieliśmy na dywanie. Znowu dowiedziałam się wielu rzeczy o chłopakach, których nie dowiesz się z Internetu lub z wywiadów. Oni też wymusili ze mnie kilka wiadomości. Na przykład, że czasami zdarzy mi się zapalić papierosa, ale tylko wtedy, gdy się denerwuje lub, że pierwszy raz całowałam się w wieku 12 lat, podczas szkolnej dyskoteki. Dzięki takiej grze jak butelka można zobaczyć jak Larry prawie się całuje, co wywołało u mnie ogromny napad śmiechu.
Podczas gry w Monopoly Niall z Liam’em przegrywali, chociaż tak bardzo się starali. Nie wiem, dlaczego, ale graliśmy na grupy. Czas tak szybko leciał, że nawet nie spostrzegłam, a już było po 10. Trochę chciało nam się spać, więc każdy poszedł do swojego pokoju. Zayn poszedł razem ze mną, bo nie chciał się rozstawać, chociaż na chwilę. Jakie to słodkie. Nie spotkałam jeszcze takiego chłopaka, który by tak dbał o swoją druga połówkę. Wiele razy już to mówiłam, ale to jest ideał, serio.
Potrafi pokazać, że nie jest tą gwiazdą, za którą wszyscy go mają, tylko jest zwykłym chłopakiem, który po prostu odniósł sukces w życiu. Chce żyć jak normalny nastolatek i mieć życie osobiste, proste? Mi się wydaje, że tak, ale on ma inne zdanie na ten temat. Twierdzi, że nie, bo ciągle napotyka się na jakichś papparazzi i w ogóle. To dość denerwujące, ale taka cena bycia sławną osobą na cały świat, niestety. Parę razy mówił, że chętnie chciałby wyjść na ulice w zwykłym ubraniu, nieułożonych włosach i żeby nie był rozpoznawany przez fanów. Współczuję tym wszystkim gwiazdom, że mają tak mało prywatności, ale z drugiej strony wiesz, że kogoś interesuje, co robisz, z kim się spotykasz i gdzie aktualnie jesteś.
Koniec tych rozmyślań na temat sławy Zayn’a i reszty tej bandy. Mnie to nie interesuje. Po prostu jestem z chłopakiem, którego kocham, a to, że jest sławny nie ma nic do tego. Kocham go za to, jaki jest, a nie, kim jest!
- Wiesz, że kocham jak się nad czymś zastanawiasz? – zapytał.
- Od teraz już wiem – dotknęłam palcem wskazującym jego nosa.
Zamruczał siadając na łóżko.
- No chodź tu do mnie! – powiedział wystawiając ręce w moim kierunku z zamiarem objęcia mnie.
- No już, już… - Powiedziałam powoli siadając na jego kolanach.
Malik objął mnie w pasie, a ja ułożyłam głowę w zgłębieniu pomiędzy jego szyją a ramieniem. Złożyłam delikatny pocałunek na jego szyi, na co znowu zamruczał. Zaśmiałam się.
- Co ty kot?
- No a nie?
- Oj Zayn, Zayn… Kocham Cię.
- A ja Ciebie – objął mnie mocniej.
Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę, w ciszy, ale to była przyjemna cisza. Postanowiłam pójść do łazienki i się wykąpać. Zajęło mi to około 25 minut. Szybko wróciłam do Zayn’a, oglądającego telewizję. Przysiadłam się do niego, mocno się wtulając. Malik przytulił mnie jeszcze bardziej i pocałował w głowę.
- Co robimy? – zapytał.
- Oglądamy jakiś film?
- Ale jaki?
- Obojętnie. Ty wybierz.
Kiwnął głową na tak i podszedł do DVD. Włączył jakąś komedię romantyczną, która w ogóle nas nie interesowała. Byliśmy zbyt zajęci sobą. Rozmowy nie miały końca, ale zaczęliśmy coraz częściej ziewać i zasnęliśmy w swoich ramionach.
*
Samolot miałam mieć o 1. Obudziłam się koło 9, a Malik nadal spał. Wyglądał tak uroczo. Niesforna grzywka opadała na jego czoło. Nie mogłam się powstrzymać i wypowiedziałam na głos „Aww!”. Lekko się poruszył, ale nie otworzył oczu, więc go nie obudziłam. Nie dziwne, że jeszcze spał, bo było przed 9.
Powoli wydostałam się z jego objęć i wstałam. Po cichu podeszłam wybrać ciuchy. Z zestawem, który składał się z czerwonego sweterka, czarnychspodni, czerwonych vansów, dodatków oraz czarnej torebki z Adidasa. Odbyłam poranną toaletę, ubrałam się oraz pomalowałam. Do sypialni powróciłam po około 15 minutach. Zayn dalej spał. Położyłam się obok niego i ułożyłam głowę na jego torsie. Leżałam tak może ze 20 minut, a Malik powoli zaczął się budzić. Spojrzałam na niego i promiennie się uśmiechnęłam, chłopak powoli się obudził i odwzajemnił uśmiech, delikatnie pochylając się nade mną. Podniosłam głowę i nasze usta się spotkały. Był to delikatny pocałunek.
- Cześć skarbie – powiedziałam, gdy skończyliśmy pocałunek.
- A hej, hej, babe – uścisnął mnie mocno.
- Zayn, miażdżysz mi żebra!
Chłopak znowu mnie pocałował. Wpiłam się w jogo usta z wielkim zapałem i zachłannością. Gdy już zaczęliśmy tracić powietrze, oderwaliśmy się od siebie. Na naszych twarzach zagościły miłe uśmiechy. Wtuliłam się w niego, aby po chwili wstać i rozpocząć pakowanie. Chłopak popatrzył na mnie i się zaśmiał. Zaczęłam pakować swoje ubrania do walizek. Nienawidzę tego! Biegałam po całym pokoju w celu znalezienia wszystkich moich rzeczy.
Pakując ostanie kosmetyki poczułam ręce Zayn’a na moich biodrach. Uśmiechnęłam się na samą myśl o jego bliskości. Mocno objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Poczułam zapach jego perfum. Zayn zaczął delikatnie całować moją szyję, odsłaniając ją z długich, ciemnych włosów. Delikatne pocałunki szły coraz dalej, dając mi przy tym coraz więcej przyjemności. Zamuczałam jak kot, a Zayn zaczął się śmiać.
- Serio?
- No co? Sam tak mruczysz.
- Bo to słodkie.
Odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam w te brązowe tęczówki. Patrzyliśmy się tak przez 3 minuty? Oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął się słodko.
- Idziemy na śniadanie? – Zapytał nagle.
- Czytasz mi w myślach, kotku. – Cmoknęłam go w policzek i ruszyłam do drzwi.
Zayn szedł za mną, a po chwili przytulił mnie od tyłu. Wychodząc złapaliśmy się za ręce i skierowaliśmy się do windy. W ciszy zjeżdżaliśmy na parter, słuchając durnej muzyki, która zaczynała mnie już denerwować. Tupałam ciągle nogą, aby się jakoś uspokoić. Moje zdenerwowanie zauważył Malik.
- Ej, co jest?
- Wkurza mnie ta muzyczka – warknęłam.
- Spokojnie. Nie denerwuj się – objął mnie, na co wtuliłam się w jego umięśniony tors. – Cii…
- Zayn… - wyszeptałam, chociaż w windzie nie było nikogo więcej.
- Mhm?
- Dziękuję, że jesteś.
W odpowiedzi pocałował mnie w czoło i mocniej przytulił. Kochałam, gdy to robił. Był taki opiekuńczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy na sam dół. Ucieszyłam się, że nie będę musiała słuchać tego czegoś, co nie można było nazwać muzyką, no przynajmniej nie tą przyjemną. Ruszyliśmy do restauracji; Zayn obejmując mnie ramieniem, a ja wtulając głowę w jego ramię. Pachniał moimi ulubionymi perfumami, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
Usiedliśmy przy jakimś wolnym stoliku, wołając kelnera. Przez dłuższą chwilę zastanawialiśmy się, co sobie zamówić. Nie byłam zbyt wybredną osobą, więc cokolwiek by to było nie jęczałabym. Zamówiliśmy to samo, czyli jajka sadzone z bekonem i czymś tam jeszcze. Do tego sok pomarańczowy ze świerzych pomarańczy, pychota!
Czekając na nasze zamówienie opowiadaliśmy sobie różne głupie historie z naszego życia. Musieliśmy się zbytnio głośno nie śmiać, bo było sporo ludzi w restauracji. Zajadaliśmy nasze pyszne śniadanie gadając o Danielle i Liamie. Mam nadzieję, że szybko się jakoś pogodzą jak Lou i Els. Obydwie pary bardzo podziwiam, za to, że przez tak długi czas są ze sobą i, że wytrzymują tak długie rozłąki.
Po skończonym posiłku wróciliśmy do mojego hotelowego pokoju, aby nacieszyć się swoją obecnością. Ciągłe pocałunki i przytulenia nie miały końca. Musieliśmy nacieszyć się sobą na ten czas, który spędzimy osobno.
Chłopcy zaczęli do nas przyłazić gdzieś od 10. To takie miłe z ich strony, że pamiętają o tym, że wyjeżdżam i chcą trochę czasu spędzić ze swoją przyjaciółką, chociaż czasami nawet traktują mnie jak siostrę. Są tacy kochani. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszych przyjaciół. To najlepsi przyjaciele. Pocieszają i wspierają, gdy jest źle.
Koło 11:20 zaczęliśmy zbierać się i ruszyliśmy na lotnisko. Wszyscy pojechali, ale ja chciałam na odwrót, bo pewnie się rozbeczę jak głupia.
Z Paul’em pożegnałam się wcześniej. To bardzo dobry człowiek. Szanuję to, co robi. Ostatnio nawet polubiliśmy się. Częste rozmowy przy obiedzie i podczas niektórych wywiadów chłopców sporo dały.
Wszyscy wysiedliśmy z dużego busa, chłopcy zabierając moje walizki ruszyli do wejścia. Szłam przygnębiona, ale starałam się tak tego nie okazywać.
- Hej, nie smuć się – zaśmiał się Zayn.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a Malik przyciągnął mnie do siebie i złożył delikatny pocałunek na moich wargach. Przygryzł moją wargę, na co mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Kocham Cię, Zayn – powiedziałam przerywając.
- Ja Ciebie też, Juli – cmoknął mnie w nos i łapiąc się za ręce, ruszyliśmy szukać właściwego wejścia.
Chłopcy czekali na nas przy bufecie, co doprowadziło nas do śmiechu, bo Niall stał już w kolejce po jakieś jedzonko. Powoli poszliśmy do śmiejących się chłopaków.
- Już głodny? – Zapytałam chłopaków.
- Na to wygląda – odparł Liam.
- Niall! Ile jeszcze?! – Niecierpliwił się Tomlinson.
- Chwilkę – powiedział uśmiechnięty Nialler.
Westchnęłam i przytuliłam się do Zayn’a.
- Ale będę za wami tęsknić! – Powiedziałam, przerywając ciszę.
- My też – odezwał się Harry.
- Grupowy HUG?! – Przyszedł Niall.
Bez odpowiedzi rzuciliśmy się na siebie, śmiejąc się jak dzieci. Po grupowym przytulasku, ruszyliśmy do odprawy. Z każdym się pożegnałam, zamieniając kilka słów. Na koniec został Zayn. Przytuliliśmy się do siebie z całych sił.
- Masz dzwonić – powiedział.
- Ty też. Masz pisać, co się dzieje – odpowiedziałam.
- Oczywiście. Będę tęsknić, cholernie będę tęsknić!
- Ja jeszcze bardziej – złączyliśmy się w długim, powolnym pocałunku. Przerwał nam głos jakiejś kobiety, która kazała stawić się do odprawy osobom lecącym do Londynu.
- Muszę iść – powiedziałam, a łza poleciała mi z oka.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też – odeszłam, machając chłopcom na pożegnanie.
Przesłałam Zayn’owi buziaka w powietrzu i udałam się do odprawy. Reszta poszła dość szybko i po jakichś 40 minutach siedziałam w samolocie. Włożyłam słuchawki do uszu i odpłynęłam, aż do lądowania. Obudziła mnie jakaś starsza pani, której podziękowałam i zapięłam pasy. 





Długo mnie nie było, wiem. Przepraszam. Nie mam ostatnio na nic czasu. na początku czerwca mam bardzo ważny egzamin z angielskiego, i boję się, że zawalę, konkurs recytatorski też się szykuje, i poprawianie ocen : to przede wszystkim. 

Dodałam sondę, która jest z lewej strony. Chodzi w niej o to, jakie ma być zakończenie bloga. Bo mam dwie opcje i nie wiem, którą wolicie. :) 

Zadawajcie pytania bohaterom :) xo

K. x

niedziela, 7 kwietnia 2013

24. It’s your love that’s strong.

Obudziłam się, nawet sama nie wiem, która była godzina, ale chyba dość późno. Zayn’a nie było obok mnie. Zastałam tylko karteczkę „Kotku, przepraszam, że tak wcześnie uciekłem od Ciebie, ale musiałem jechać na wywiad, a nie chciałem Cię budzić, bo tak słodko wyglądałaś. Kocham Cię Napisz, jak wstaniesz, całusy xx”. Napisałam krótką wiadomość do Zayn’a i podeszłam do szafy w celu znalezienia czegoś do ubrania.
Wybrałam jasny sweterek z serduszkami, porozdzierany u dołu,czarne spodnie, jasne baleriny oraz różową chustkę, w razie bym gdzieś szła przygotowałam czarną torebkę z Adidasa. W międzyczasie odpisałam Zayn’owi na sms-a, w którym poinformował mnie, że jadą do kolejnego studia radiowego. Jak się okazało było już przed 12.
Sobie pospałam, pomyślałam.
Wzięłam telefon i ciuchy, po czym ruszyłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę, pomalowałam się i stwierdziłam, że pójdę na śniadanie. Zamykając drzwi usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek 1D, czyli Stole My Hart, oznaczało to, że dzwoni Zayn.
- Witam moją najukochańszą księżniczkę – usłyszałam jego głos po odebraniu.
- Cześć najseksowniejszy chłopaku – zaśmiałam się.
- I tak od rana?
- Mhr… Wygląda na to, że tak.
- Cholera – mruknął. – Co moja jeszcze seksowniejsza ode mnie dziewczyna teraz robi?
- Zayn! To jest dziwne – usłyszałam głos Niall’a.
- Powiedz blond debilowi, żeby się zamknął.
- Blond debilu, zamknij się, to od Juli – powiedział śmiejąc się.
- Ty, niby seksowna, co robisz? – Zapytał Niall.
- Głośnik? Właśnie idę na śniadanie żarłoku i się z tobą nie podzielę – powiedziałam dumnie.
- Jak śmiesz?! Julio, foch forever z przytupem, melodyjką, frytkami, hamburgerem, lodami i shake’em.
- Hahaha… No i dobra, farbowany. A tak w ogóle to Zayn do mnie dzwoni, a nie ty Irish’u.
- Właśnie – wtrącił Zayn.
- Kotku, na którą będziesz? Bo nie wiem, co mam robić bez Ciebie. Tęsknię.
- Hm… Mamy jeszcze chyba trzy wywiady i wracamy, a wieczorem jedziemy na jakiś telewizyjny wywiad.
- Yhm, to fajnie. Będę czekać.
- Koło 3 powinniśmy być.
- Super. To pa. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Pa.
Zakończyliśmy rozmowę, a ja weszłam do windy. Skierowałam ją na parter. Nie było zbyt dużo ludzi, więc nie trzeba było się przepychać, ani nic. Ruszyłam do restauracji, siadając przy stoliku, podszedł do mnie kelner. Zamówiłam tosty oraz herbatę i czekałam na posiłek. Po jakichś 10 minutach już zajadałam się śniadaniem, Chociaż prawie był jak lunch. Zjadłam w ciągu 15 minut.
Pomyślałam, że pójdę na basen w tym czasie, więc wróciłam do pokoju, ubrałam strój, związałam włosy i udałam się kolejny raz na dół. Znowu było mało ludzi, ale pewnie zwiedzają NY, bo po co mieliby siedzieć w hotelu jak jest ładna pogoda i chcą połazić po mieście. Ja za to siedzę non stop w hotelowym pokoju, ale nie przeszkadza mi to. Lubię siedzieć w samotności.
Gdy jeszcze mieszkałam w Polsce, dużo czasu spędzałam sama. Maciek w pracy, podobnie jak i mama. Całymi dniami siedziałam sama; czasami przychodziła do mnie Ola, ale często też chodziłam do parku; miałam tam swoje ulubione miejsce, o którym nikt nie wiedział. To było na terenie parku, ale nie tam gdzie wszyscy się przechadzają i siedzą, tylko trzeba było wybrać taką ścieżkę, aby dojść do dużych kamieni, bardzo dużych. Siedziałam tam, a gdyby ktoś szedł to się ukrywałam. Może to i głupie, ale nie chciałam tych głupich pytań, typu: ”Co ty tu robisz?”. Dlatego samotność nie jest mi obca.
Czasami siadam na łóżku, zakładam słuchawki i puszczam sobie taką spokojną i życiową muzykę, jak „Moments”. To ma taki cudowny przekaz, a Ed ma wielki talent do pisania tekstów. Podziwiam go za to.
A odbiegając od rozmyślań – płynęłam przez cały basen już drugi raz. Później zaczęłam odbijać piłkę z jakimiś dziećmi. Po około 30 minutach poszłam do jacuzzi. Do pokoju wróciłam o 2. Poszłam się wysuszyć, wcześniej zamawiając obiad do pokoju. Ubrałam się w wcześniej wybrany strój. Po około 15 minutach jakiś chłopak przywiózł mi kurczaka. Podziękowałam i ułożyłam się z jedzeniem na łóżku, włączając telewizor.
Pykałam po kanałach w poszukiwaniu czegoś do obejrzenia, ale nic takiego nie znalazłam. Włączyłam MTV i słuchałam muzyki. Obiad zjadłam w ciągu 20 minut. Później napisał do mnie Malik, że niedługo będą. Ucieszyłam się, bo już jutro wyjeżdżam i chcę spędzić z nim jeszcze trochę czasu, i znowu będę musiała siedzieć bez niego w Londynie. Tęsknię za nim jak głupia, ale co poradzić? Chce spełniać swoje marzenia o śpiewaniu – rozumiem go, i nie zabronię tego. Też chcę spełniać swoje własne, ale to niemożliwe. Może kiedyś, ale i tak to pewnie nie wypali. Trzeba żyć z myślą, o tym, że zawsze warto je spełniać.
Odstawiłam talerz na szafkę nocną i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiem, kiedy usnęłam. Może ze zmęczenia albo ze stresu przed jutrzejszym lotem. Sama nie wiem.
Miałam jakiś sen, ale nie wiem, o co w nim chodziło. Był tam Niall, chciał mi coś powiedzieć, ale ja nic nie słyszałam. To było dziwne. Mniejsza o to. Przez ten sen czułam, że ktoś się obok mnie położył. Przebudziłam się i rozejrzałam dookoła. Nikogo nie było. O co tu chodzi?! Położyłam się i znowu usnęłam. Sen nie był długi, ale cały zapamiętałam.
Była tam Perrie i Zayn, całujący się, a ja stałam obok i po chwili wybiegłam z imprezy ze łzami w oczach. Było tam całe 1D, Dan, El oraz ich znajomi. Kolejny sen, którego nie zrozumiałam. Mam chorą wyobraźnię. Przebudziłam się.. Powoli otworzyłam oczy i spojrzałam w bok. Leżał tam Zayn. Aż podskoczyłam ze strachu. Zaśmiał się.
- Chcesz żebym zawału dostała?
- Nie. Hahahahahaha… - nadal się śmiał.
Zdenerwowałam się i odwróciłam do niego plecami. Chłopak dalej się śmiał, a ja się w ogóle nie odzywałam. Po pięciu minutach opanował się i zrobił się poważniejszy.
- Hej… Obraziłaś się? – Szturchał mnie.
Nic nie odpowiedziałam. Leżałam dalej tyłem do niego i nie miałam zamiaru odwracać się w jego stronę. Cały czas gadał czy się obraziłam. Już mi się chciało z niego śmiać, ale się powstrzymałam.
- Kotek… No weeeź… Powiedz coś – błagał.
- Coś. – Starałam się nie wybuchnąć śmiechem.
- Taaa… Dużo się dowiedziałem.
Malik swoimi rękami objął mnie w pasie, a ja od razu strzepałam jego ręce. Po kilku próbach moje dłonie powoli powędrowały do tyłu, z zamiarem uderzenia Zayn’a w brzuch, ale na jego nieszczęście nie mam oczu z tyłu głowy i zamiast dostać w zamierzone miejsce, uderzyłam go w krocze. Zawył i zwinął się z bólu.
Z początku zaczęłam się śmiać, a później odwróciłam się do niego i bardzo delikatnie przytuliłam. Jęknął z bólu, a mi zrobiło się strasznie głupio. Pogłaskałam go po włosach i przytuliłam mocniej do siebie.
- Dlaczego? – Zapytał półgłosem.
- Niechcący?
Przytulił się mocno do mnie. Tak bardzo współczułam mu, że dostał w takie miejsce, i jeszcze z taką siłą.
- Zaynuś, przepraszam Cię bardzo. Naprawdę nie chciałam Cię uderzyć. Proszę nie miej mi tego za złe.
- Dobra, już prawie nie boli. Nie będę się na Ciebie o coś takiego obrażać. Wiem, że to było niechcący – wysilił się na delikatny uśmiech.
Pocałowałam go w czoło, choć zwykle on to robił, ale w moim wykonaniu chyba też fajnie wypadło. To znaczy tak mi się wydaje. Chłopak delikatnie musnął swoimi ustami moją szyję, na co się uśmiechnęłam.
- No już! Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest, serio.
- Dobrze, przyznajmy, że Ci wierzę. A tak w ogóle to jak wszedłeś do mojego pokoju? – Zapytałam zdezorientowana.
- Nie zamknęłaś drzwi, babe… - uśmiechnął się.
- Cholera!
- Ukradną Cię kiedyś. I kto mnie będzie bił?
Pokazałam mu język i odwróciłam się do niego tyłem. Malik objął mnie w talii i przysunął do siebie. Oparł swoją głowę o moje ramię. Leżeliśmy tak bez słowa, ale najważniejsza dla nas była wzajemna bliskość. Chłopak po kilku minutach zaczął powoli całować moją szyję. Uśmiechnęłam się, ale także zasmuciłam, bo znowu będzie mi tego brakować. Nienawidzę tego. Kolejny raz muszę rozstać się z osobą, którą kocham nad życie. Mam nadzieję, że nigdy nie stracę kogoś takiego, jak Zayn.
To chłopak idealny – umie zadbać o dziewczynę, pokazać, że jest dla niego ważna oraz jest wrażliwy i nieśmiały. Kocham go za to, a w szczególności za to, że potrafi być i przyjacielem, i chłopakiem. Potrafi mnie wysłuchać i doradzić. Nawet jak nam nie wyjdzie, chociaż tego bym nie chciała, to będę mu życzyć szczęścia i jego partnerka będzie miała udane życie u jego boku.
Powracając do tego, co robimy to odwróciłam się przodem do Malika. Popatrzyłam w jego oczy i utonęłam w tych pięknych, czekoladowych tęczówkach. Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Widzę, że ktoś tu uwielbia moje oczy.
- No i co? Chyba fajnie, nie? Takie czekoladowe.
- Ja tam wolę twoje oczy. Są ładniejsze od moich. Jesteś taka piękna, cudowna, niepowtarzalna. Chyba będziemy mieć ładne dzieci.
- Dzieci? Już planujesz?
- No to co? Kocham dzieci. Takie małe, słodkie szkraby, jak Lux. Ona jest taka słodka. Mówię Ci, jest przesłodka. Jak ją zobaczysz to od razu ją pokochasz! Jest dla mnie jak taka malutka siostrzyczka. Taka tycia.
- Okej, Zayn uspokój się już. Też lubię małe dzieci, ale rozmawialiśmy już o tym, że jesteśmy za młodzi i w ogóle. Bla, bla, bla… Ja mam prawie osiemnaście lat, a ty dziewiętnaście. Pomyślimy o tym za jakieś dwa lata, dobrze?
- Spoko, ale i tak Cię kocham. Nad życie.
- Ja Ciebie też, kocie.
Na znak naszej miłości połączyliśmy swe usta w pocałunku. Zayn swoje dłonie ułożył na moich policzkach, a moje powędrowały na jego kark oraz włosy. Nasze języki toczyły małą bitwę. Uśmiechnęłam się przez pocałunek, jak to miałam w zwyczaju, na co Malik się zaśmiał. Po paru minutach oderwaliśmy się od siebie. Na naszych twarzach gościły szczere uśmiechy. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
Kochałam patrzeć na oczy Zayn’a. Można było wyczytać z nich tyle emocji. Miłość, pożądanie i te iskierki szczęścia. Mmm… Cudowne. Tak samo jak on, kocham go ponad życie i nie wiem czy kiedyś przestanę. Wielu osobom może wydawać się, że to zwykła nastoletnia miłość, ale to nieprawda. To, co nas łączy to coś więcej niż zwyczajne zauroczenie, to prawdziwa miłość, dwóch osób, które naprawdę chcą ze sobą być. Sądzę, że Zayn myśli tak samo. Ni e wiem, co bym bez niego zrobiła.
- Jesteś cudowna – odezwał się.
- Czemu tak sądzisz?
- Ponieważ jesteś piękna, wrażliwa, odrobinę nieśmiała, ale potrafisz pokazać też, że na czymś Ci zależy. Kochasz mnie za to, jaki jestem, a nie, kim jestem. Kochasz mnie za zwykłego chłopaka z Bradford, który odnosi sukces i spełnia swoje marzenia, mając przy boku najukochańszą dziewczynę na świecie, tak?
- Dokładnie. Wyjąłeś mi to z ust. Jak już Ci mówiłam, kocham Cię za twoją wrażliwość, nieśmiałość i za to, że jesteś romantyczny, i potrafisz pokazać dziewczynie, że zależy Ci na niej, jak na niczym innym. Kocham Cię, Malik – dokończyłam i znowu złączyliśmy się w długim, ale także pełnym uczuć pocałunku. – Mówiłam Ci już, że bardzo Cię kocham? – Zapytałam, gdy skończyliśmy.
Malik udał zamyślonego.
- Hm… Może raz? – Uśmiechnął się łobuzersko.
- Tak? – Zapytałam niedowierzając.
- Nie. Przecież żartuję! Mówisz mi to już kolejny raz, a przy setnym przestałem to liczyć – zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne – udałam obrażoną, odwracając się do niego tyłem.
Kolejny raz zaczął całować moją szyję, zjeżdżając na ramiona. Zaśmiałam się, bo trochę mnie łaskotał.
- Co? – Powiedział przestając.
- Nic. Po prostu mnie trochę łaskoczesz. Mógłbyś się czasem ogolić, wiesz? – Zaśmiałam się.
- A jak nie to co?
- To nie będę się do Ciebie odzywać i – powiedziałam odwracając się i pokazując palcem na usta – będziesz mógł sobie pomarzyć, aby pocałować to – powiedziałam poważnie.
Zayn zaczął się śmiać, ja też, ale mówiłam szczerze.
- Hahahaha… Dobry kawał – powiedział.
- Tak, ale to prawda.
- Serio?
- Tak. Bardzo serio!
- No dobra, dobra. Przepraszam!
Zaśmiałam się i ułożyłam na torsie Malika. Zamruczał i pocałował moje włosy. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, słoneczko.
Leżeliśmy tak ponad pół godziny. Trochę rozmawialiśmy, ale nawet jak się do siebie nie odzywaliśmy to było idealnie. Nic nie zmieni tego, co jest pomiędzy nami. Uczucie, które nas łączy jest zbyt silne.





Witam wszystkich w to jakże piękne niedzielne popołudnie! :) Mam dla was kilka informacji.
Postanowiłam spiąć swoje cztery litery i zmusić się do pisania rozdziałów, żeby jakoś to szybciej skończyć, ale wątpię. Następny rozdział pojawi się po 20, bo teraz będę mieć okropny zapieprz w domu i w szkole. Mam jeszcze kilka gotowych rozdziałów, ale nie przepisanych i nie dopracowanych, więc pojawią się właśnie pod koniec miesiąca. I mam jeszcze do was jeszcze bardzo ogromną prośbę. :) Jeśli możecie, Polecajcie mojego bloga, i napiszcie mi o tym, czy to w komentarzu, czy na tt, asku, ale napiszcie. :) Postaram się jakoś odwdzięczyć. :) 
To teraz pozostawiam was na niedługi czas, i wrócę z porządną dawką nowych rozdziałów! 
Pozdrawiam, wasza K. <3 xxx
+ zachęcam do zadawania pytań bohaterom, w zakładce na górze. ;) x
++ dziękuję za 30 000 wejść! rok temu zakładając bloga, nie sądziłam, że tyle osiągnę! <3 much love ! xo

sobota, 30 marca 2013

świąteczna notka + info

Co by wam tu napisać.. Wesołych, Radosnych, Szczęśliwych, Pogodnych i Miłych świąt spędzonych w rodzinnym gronie. Smacznego jajka, mokrego lejka, chociaż nie wiadomo jak to w tym roku wypadnie, bo wszędzie śnieg. Ale cóż poradzić z taką pogodą. Przede wszystkim życzę wam spełnienia marzeń i szczęścia. Wystarczy tylko uwierzyć w siebie ! ;) i pamiętajcie, NEVER SAY NEVER! <3

i teraz przechodzę do informacji :
od kiedy znowu zaczęłam pisać, zauważyłam, że jest coraz mniej komentarzy. Dlaczego? Dlatego, że zawiesiłam bloga, bo nie miałam na niego żadnych pomysłów? Zawiesiłam go, bo miałam blokadę twórczą. A teraz wszystko wróciło do normy i dalej pisze. Aktualnie zaczęłam 31 o ilę się nie mylę rozdział, i nie mam na razie ochoty pisać epilogu, bo mam jeszcze wiele pomysłów na to opowiadanie. Nie chce zakończyć losów Julii i Zayn'a w cukierkowym świecie dobroci, bo jeszcze wiele się pewnie u nich pokomplikuje.
Myślę, żeby jakoś coś wszystko przyśpieszyć i koło 35 rozdziału zakończyć, bo nie widzę w tym żadnego sensu. Przecież jakby każdy kto przeczyta napisał głupie " :) " to by znaczyło, że jakoś to mu przypadło do gustu; że przeczytał. Może i nawet tego nikt nie przeczyta, ale po prostu musiałam się jakoś wyładować. No bo ja się staram, pisze te głupie rozdziały, które czasami tracą jakikolwiek sens Ale robię to bo chcę się z wami podzielić moją wyobraźnią i czasami przemyśleniami na dany temat. Jeśli dalej tak będzie to nie widzę innej opcji jak przedwczesne skończenie bloga, albo nawet jego usunięcie. Na chwilę obecną mam 33 obserwatorów, a komentarzy pod ostatnim rozdziałem 2, więc co się oszukujemy. Moje opowiadanie jest do dupy. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ ! DOBRANOC !

+ postaram się uzupełnić Libster Awards i to o Bloggerze.